|
środa, 14 września 2011
Świat realny a świat wirtualny
Po przeczytaniu artykułu zamieszczonego w "Nonkonformiście Powszechnym" (http://nonkonformistapowszechny.wordpress.com/2011/09/13/autentyczny-nacjonalizm-czy-proba-zwrocenia-na-siebie-uwagi/), a dokładnie po przeczytaniu pierwszego akapitu, porozmyślałem sobie krótko na temat relacji pomiędzy światem realnym a wirtualnym, dochodząc dzięki temu do kilku wniosków. Podobnie jak Autor wyżej wymienionego artykułu, uważam że niemożliwe jest jakiekolwiek oderwanie się świata wirtualnego od realnego. Trzeba bowiem pamiętać, że świat wirtualny został przez nas stworzony w świecie realnym; można nawet rzec, że jest jego częścią, tylko ze względu na pewne właściwości został wyodrębniony. Odwrotnie ta zależność nie zachodzi - świat realny nie został przez nas stworzony, ani nie stanowi części świata wirtualnego. Oczywistym więc jest, że kultura czy poglądy zostaną przeniesione tylko w jedną stronę. Świat wirtualny nie stworzył nic swojego - wszelkie pomysły czy działania rodzą się bowiem w świecie rzeczywistym. Co innego, gdyby np. w świecie wirtualnym urodził się człowiek, na którego wszelkie pojęcia realne nie miałyby wpływu. Obecnie jest to jednak niemożliwe. O ile więc działalność świata realnego jest przenoszona do świata wirtualnego, o tyle, moim zdaniem, odwrotna relacja zachodzić nie powinna. Nie powinny więc być organizowane np. spotkania mieszkańców mikronacji. Czy w świecie rzeczywistym jestem Paulem Neumannem czy np. Markiem Mazurkiewiczem? Oczywiście, że tym drugim. Paul Neumann istnieje tylko dlatego, że istnieje takie urządzenie jak komputer i taka sieć jak Internet. Brak prądu na zawsze - koniec Paula Neumanna i świata wirtualnego. Nie ma więc sensu zwracać się do siebie wirtualnie w świecie rzeczywistym; w tym momencie mikronacje tracą swój charakter stricte wirtualny, a stają się zwykłą grą realną - podobną do gier dzieci, które nadają sobie pseudonimy na czas zabaw. Nie ma więc też większego sensu interesowanie się kim dany wirtualny osobnik jest w rzeczywistym świecie, gdzie pracuje czy uczy się. Praktykując jednak wyżej wymienione niepożądane czynności, można nabawić się, że się tak wyrażę, realno-wirtualnego rozdwojenia jaźni. Oczywiście istnieją sprawy, gdy swoje realne czy wirtualne dane należy przedstawić. Przykładem może być poszukiwanie nowych członków mikronacji w świecie rzeczywistym czy zbieranie funduszy na serwer w świecie wirtualnym. Na ile więc można, należy oba te światy rozgraniczać (całkowite rozgraniczenie nie jest oczywiście możliwe), żeby ostatecznie nie doszło do pomieszania, także zmysłów. Paul Neumann
wtorek, 23 sierpnia 2011
Ustawodawstwo a upadek moralny
Czytając wypowiedzi współobywateli na forum elderlandzkim dotyczących powszechnego dzisiaj upadku moralnego, którego konsekwencje są korzystne dla władzy, doszedłem do wniosku, że upadek ten nie tylko pogłębia się sam, ale również przez ustawodawstwo państwowe, które de facto stara się ten upadek zahamować. Ileż to bowiem niepotrzebnych godzin spędzają posłowie czy senatorowie debatując nad ustawami mającymi zaprowadzić porządek w społeczeństwie i nauczyć ludzi miłości do bliźniego! Ileż to podpierania głów (i bolących dzięki temu łokci), wypitej wody czy skonsumowanej żywności! Człowiek jest zdolny do moralnego zła. Skażony grzechem pierworodnym nieustannie musi podejmować walkę o dobro, pochodzące tylko i wyłącznie od Boga. Obojętnie czy człowiek zdaje sobie z tego sprawę czy nie, czy jest wierzący czy nie, czynienie dobra i nieszkodzenie innym jest jego przykazaniem. Wyrządzanie zła jest samonapędzającą się machiną. Uleganie różnym podszeptom, pokusom prowadzi niechybnie do coraz większego uzależnienia od czynionych niepoprawnych praktyk. Nieuznawanie bowiem błędu czy niezdawanie sobie sprawy ze szkodliwego dla pozostałych ludzi czynu, prowadzi powoli do upadku moralnego - w miarę posuwania się dalej, dobra jest coraz mniej. I właśnie to zło jest obecne w życiu człowieka - czy w wielkich poczynaniach czy małych gestach. Od rozpętywania wojen począwszy po słuchanie głośnej muzyki w czasie ciszy nocnej. Prawo (razem z tymi, co go tworzą) próbuje wyeliminować więc te złe czynności. Zakazuje zakłócać ciszę nocną, jeździć po pijanemu, słuchać głośno muzyki, itp. Tworzone są kolejne regulaminy, a do kodeksów wpisuje się nowe zarządzenia. Nie daje to jednak zbyt dużego efektu. Regulaminy czy zarządzenia są łamane. Na nic kary pieniężne czy pojawiające się widmo więzienia. Bowiem nie tędy droga. Sądy są zapełnione wieloma sprawami, dotyczącymi np. kawałka miedzy, zbyt głośnego seksu czy plastikowego wiadra ("Uważam RZE", 27/2011, "Mediator u płota", s. 36). Do roboty posłowie! Dołączcie te przewinienia do kodeksów, regulaminów oraz zarządzeń! Wykażcie się troską o dobro ludzi. Gdyby między ludźmi panował szacunek, nie byłoby prowadzonych w sądzie takich spraw jak wyżej wymienione. Gdyby ludzie zdawaliby sobie sprawę o złu, jakie wyrządzają jazdą po pijanemu, następnym razem nie wsiadaliby za kierownicę po alkoholu. Gdyby czasami pomyśleli o innych, nie słuchaliby głośno muzyki, czy to w mieszkaniu czy np. w pociągu. Państwo regulując te kwestie, prowadzi do sytuacji, w której ludzie nie myślą o tym, czy coś komuś szkodzi, tylko czy jest zabronione. Kierują się wytycznymi ustaw, niszcząc w sobie sumienie gotowe osądzić dany czyn. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, dyskutować czy wzajemnie pouczać, tylko prowadzą sprawę od razu do sądu. W takiej sytuacji może pojawiać się coraz więcej nowych zarządzeń. Odrzucając religię, tworząc państwo bezwyznaniowe, prowadząc do upadku kultury, moralności czy wykształcenia, dane rządy strzelają sobie w stopę. A wystarczy jedynie nie lekceważyć nauczania czy ogólnie instytucji Kościoła Katolickiego. Dojdzie bowiem do sytuacji, w której obok kodeksu cywilnego czy drogowego będziemy mieli "Kodeks moralny". I każdy obywatel będzie musiał przestrzegać zawartych w nim zapisów. Czy taki kodeks doprowadziłby do "wzrostu moralnego"? Śmiem wątpić. Taki kodeks nie przewidywałby bowiem nagrody czy kary po śmierci. Dla wielu zdegenerowanych osobników nie byłoby więc sensu zachowywać zapisane w nim wskazania. Podsumowując, państwo nie powinno zajmować się tym, co jest niejedynym powołaniem dla różnych instytucji. Nie nalegam oczywiście na całkowite odrzucenie karania różnych występków. Sytuacja regulowania jednak różnych czynności prowadzi niechybnie do ograniczenia wolności. Przy okazji bowiem, tworząc nową normę zachowania, można wprowadzić różne zapisy, niejednoznacznie wyjaśniane, a stanowiące zagrożenie dla wolności jednostki. Paul Neumann
niedziela, 18 kwietnia 2010
Mikronacje a Utopia
Człowiek jako istota rozumna stara się poszukiwać w swoim życiu czegoś lepszego, wartościowszego i dopóki może stara się to wykonać dla dobra swojego i społeczeństwa. Wykluczam tu oczywiście osobniki, które do tego nie dążą. Wydaje mi się jednak, że każdy człowiek pragnie się rozwijać, zarówno duchowo jak i fizycznie. Zawsze bowiem jest ta chęć osiągnięcia oraz posiadania czegoś więcej. Ta tęsknota do tego "nieokreślonego" jest bardzo duża. Towarzyszy ona człowiekowi przez całe życie. Pragnienie, które trudno czymś zaspokoić. Jednak realizacja marzeń, idei, teorii pociąga za sobą takie a nie inne odczucia. Do czego zmierzam? Do prostej konkluzji: mikronacje są właśnie dla wielu ludzi takimi dążeniami. Jest to rzecz zapewne powszechnie znana i rozumiana, ale wydaje mi się, że rzadko kiedy okazywana. Dla wielu osób v-państwa stanowią pole do realizacji właśnie swych marzeń, czy po prostu wprowadzaniem w życie swoich poglądów, stanowisk wobec wielu ideologii. Nie zawsze można prosto dokonać tego w świecie realnym. Jednakże świat wirtualny ze względu na wielką otwartość oraz swego rodzaju elastyczność jest idealnym laboratorium, miejscem eksperymentów, polem doświadczalnym czy wreszcie ostatecznym miejscem na wprowadzenie w życie swoich pragnień. To, co w świecie realnym wydaje się być utopią, w świecie wirtualnym może zostać szybko zrealizowane. Człowiek dąży do pewnej utopii. Często pragnie się oderwać od swojego życia, być może nudnego, smutnego, ale też i radosnego oraz ciekawego. Utopia występuje więc jako takie ogólne pragnienie; nie tylko pojedynczej osoby, ale również innych, którzy są zainteresowani współpracą. Współpracą w budowaniu świata sprawiedliwego, solidarnego, równego. Oczywiście, nie wchodząc w ścisłe znaczenie tych słów, gdyż dla każdego ich definicja może być różna. Mikronacje są więc swoistymi utopiami. Niesie to oczywiście wiele skutków dla ich funkcjonowania, a przede wszystkim istnienia. Oto bowiem szanse na długie istnienie i funkcjonowanie mają mikronacje, które abstrahują od sytuacji w świecie rzeczywistym, które naprawdę starają się być utopiami. Odrzucają niektóre rozwiązania prawne, instytucjonalne czy społeczne, które powszechne w państwach świata, po prostu się znudziły albo nie zaspokajają tych wyższych dążeń. Największą więc możliwość na przetrwanie mają v-państwa, które po prostu są oryginalne. W których można realizować swoje marzenia i wcielać w życie decyzje, często trudne do wykonania. Oczywiście "zwykłe" mikronacje też znajdą swoich wielbicieli. Jednak jak stwierdza JE Simon McMelkor, "nie odniosą one nigdy sukcesu". Wcześniej dodaje, że szczególnie dotyczy to tych v-państw, które są swoistą grą i zabawą. I tylko tym. Bez żadnych dążeń, utopijnych idei czy realizacji wyższych celów. Jak więc powinien wyglądać polski mikroświat? Na to pytanie jest wiele odpowiedzi. Jednak jeśli ktoś ma jakąś wizję, pomysł, ideę, jak to wszystko ma wyglądać i trwać, to niech go przedstawi, a przede wszystkim wcieli w życie. Niech buduję swoją utopię, która będzie szczytem jego marzeń. Paul Neumann
poniedziałek, 01 lutego 2010
Sprostowania, wyjaśnienia...
Dziękuję Państwu za komentarze, odwiedziny mojego prywatnego (proszę się zastanowić dlaczego zaznaczyłem słowo: "prywatnego") blogu. Nie spodziewałem się, że odzew będzie duży, chociaż jak widzę, niektóre komentarze poszły w złym kierunku. Na początku chciałbym przeprosić Jego Ekscelencję Alojzego Pupkę. Wykazałem się ignorancją wobec kultury wandejskiej, za co żałuję: mea culpa. Proszę jednakże nie oceniać horyzontów myślowych Elderlandczyków po mojej wypowiedzi. Taka opinia należy się tylko mnie, chociaż nie może JE zaprzeczyć, że słowo "Wypierdalać!" nie jest przekleństwem mimo jak to napisał JE McMelkor ma "nieco inne znaczenie niż, w tzw. realnym języku ogólnopolskim". A ja, człowiek, którego przekleństwa bardzo rażą, nie mogłem nie zwrócić na to uwagi. Wierzę więc, że nie będzie JE trzymał urazy wobec mojej skromnej osoby. Co do pozostałych komentarzy... Zasmuciło mnie, że wystarczy jedno potknięcie i później to potknięcie jest wykorzystywane przeciwko autorowi. Zauważmy, że przyznałem się do błędu wobec oceny JE Alojzego Pupki, ale jak można zauważyć wobec pozostałych osób nikt zastrzeżeń nie miał - tak więc moja ich ocena była trafna. Artykuł więc osiągnął swój zasadniczy cel - napiętnował niekulturalne zachowanie. Dziękuję za słowa, które przyczynią się do wzrostu mojej wiedzy o mikroświecie. Dziękuję za artykuł JE Trydenckiego "Kooptacja a zaczarowanie". Dziękuję JE McMelkorowi za obronę mojej skromnej osoby i niewiedzy. Paul Neumann
niedziela, 31 stycznia 2010
Koronacja a zachowanie gości
Koronacja stała się faktem. W Królestwie Elderlandu panuje nowy (szósty w kolejności) Król. Jest nim znany praktycznie wszystkim Adrian Scott, zwany od dzisiaj Hadrianem Augustem. Oby Jego panowanie było długie, owocne w rozwój oraz po prostu szczęśliwe dla Królestwa, Narodu Elderlandzkiego oraz oczywiście samego Monarchy. Tyle na temat samego faktu koronacji, o której jeszcze dużo zostanie napisane m.in. w innych gazetach czy pismach. Ja natomiast chciałbym się skupić na osobach, które zostały zaproszone na tę wspaniałą uroczystość (a właściwie na dwie uroczystości - bowiem również wtedy miała miejsce koronacja Piusa II na Patriarchę Rotrii). Byli to przedstawiciele wielu mikronacji - tych większych, mniejszych, starszych, nowszych itp. itd. I co mnie najbardziej uderzyło i w pewnym sensie zabolało? Oczywiście zachowanie co niektórych person; zachowanie nieodpowiedzialne i po prostu głupie. Pozwolę sobie opisać te osoby wraz z moją prywatną opinią dotyczącą zachowania każdej z nich. 1. Arcyksiążę Sułtanatu Al Rajn Ajatullah Osama bin Ramzani Wybitny obywatel Sułtanatu Al Rajn, który jednakże ma problemy czytanie ze zrozumieniem zaproszeń, o czym świadczy pytanie: "uroczystości są w kościele?". Dla tych co nie wiedzą, w zaproszeniu było napisane: "Uroczystość będzie miała miejsce w Bazylice Laterańskiej(...)". O późniejszych komentarzach na temat Boga, palenia papierosów, stania pod płotem, parówkach i burdelu nie wspomnę. Spuśćmy na nie zasłonę milczenia. Zapłaczmy. 2. Alojzy Pupka Mieszkaniec Mandragoratu Wandystanu. 12 stycznia minęło 5 lat Jego istnienia w tejże mikronacji. Czy przez te 5 lat JE nauczył się czegoś w mikronacjach? Na pewne wiele rzeczy, ale raczej nie kultury. Co mam na myśli? Przekleństwa ("Wypierdalać!"), skojarzenia erotyczne ("<sex> :D") i inne niepotrzebne komentarze. Zapłaczmy. 3. Prezydent Wolnej Republiki Winktown Tocza la Machette CXXIII O! JE "tocza123" powinien być na pierwszym miejscu w rankingu przedstawiającym osoby, które nie powinny być wpuszczane na takie uroczystości. Wystarczy wspomnieć takie zachowanie jak: "pierdzi", "rysuje coś na płocie", "prezentuje trzy butelki winkowego piwa", "rzuca w Pela makaronem" i inne. Aż nie można pisać tych bzdur, których natężenie przekroczyły normy ustawowe. Zapłaczmy. 4. Adrian Marcin Trydencki Pływając na swojej Meduzie JE miał zapewne dużo czasu na rozmyślania, tak więc zapewne myślał i myślał aż wreszcie wymyślił i na koronacji przedstawił swoje ciekawe zdania. Wystarczy wspomnieć o: braku poszanowania wiary innych ("Ament"), przeszkadzaniu w uroczystości (" Nie, nie jem mięsa, serio!") oraz braku kultury ("ojej wielkie KE mogło coś zepsuć, to takie straszne :( ") i historii ("niemniej jest kojarzone z hitlerowskimi Niemcami i ma taki wyraz" - opinia na temat słowa "Hail"). Zapłaczmy. 5. Pozostali: Pel Nander ("zdejmuje makaron z koszulki, rzuca w Tocze Tramwajem"), Piekielny Wilk ("") i inni. Zapłaczmy. Uff... nareszcie koniec. Ciężko mi było czytać, a co dopiero teraz prezentować te wypowiedzi, które (niestety!) zapisały się w tak pięknej uroczystości. Miejmy nadzieję, że ich autorzy następnym razem nie będą zachowywać się w taki sposób np. w trakcie koronacji. A jeśliby chcieli, to mam dla nich miejsce w piaskownicy, gdzie z łopatkami i grabkami będą mogli sobie budować babki z piasku, popijać śliwowicę i Uranowe, rzucać makaronem i ogólnie robić burdel. Paul Neumann PS Prezentowane opinie i komentarze są wyłącznie dziełem moim i nie należy na ich podstawie oceniać i budować niechęci do Królestwa Elderlandu.
piątek, 24 kwietnia 2009
Zmiany w RPE
Bodźcem do napisania tego, że się tak wyrażę, artykułu, był Manifest baroneta Filipa Czarnego, członka RPE, w którym to świeżo upieczony Senator domaga się zjazdu partii oraz przeprowadzenia nowych wyborów do władz swego ugrupowania. Szczególnie wyraża swą dezaprobatę wobec przewodniczącego RPE, Pana kawalera Macieja Rehaggela, którego oskarża o nic nierobienie dla dobra partii. Jednocześnie snuje dość pesymistyczny obraz przyszłości partii, który może zaistnieć z powodu obecnego Przewodniczącego. Podobnie jak Pana barona Rogera d'Artois dziwi mnie publiczne rozgłaszanie tego, jakby nie mówiąc, problemu partii. Oto bowiem wszyscy dowiadują się, że zwycięska partia ma wewnętrzne kłopoty i to z samym Szefem Partii. Jak jednak wiadomo, było dość czasu przed wyborami, żeby tego Szefa zmienić. Czy jednak coś by to zmieniło w wyniku wyborów? Szczerze mówiąc wątpię, bowiem wg mnie RPE zdobyła maksymalną ilość miejsc, jaką mogła zdobyć. A Pan kawaler Maciej Rehaggel po prostu się nie dostał, bowiem nie prowadził żadnej kampanii, a ostatnio nie był zbyt aktywny. Owszem miał wiele osiągnięć, choćby jako trener reprezentacji piłkarskiej Elderlandu. Był również Lordem Marszałkiem w poprzedniej kadencji Izby Senatorskiej. Jak jednak widać to nie wystarczyło. Zmiany, które nastąpią w RPE, z pewnością nie będą przełomowe. Jak już wspomniałem, jest już po wyborach, partia osiągnęła to, co chciała (i to bez pomocy Przewodniczącego), ma teraz kolejne ważniejsze zadania, jak choćby formowanie Rady Koronnej VI kadencji. Kawaler Maciej Rehaggel raczej na 100% straci stanowisko. Jego miejsce zajmie najprawdopodobniej wicehrabia Adrian Scott albo baronet Filip Czarny. Tyle na temat zmian. Jak już wcześniej wspomniałem, najbardziej zdziwił mnie sam pomysł Manifestu na szeroko otwartym publicznym forum. Jest takie znane powiedzenie: nie mów nikomu, co się dzieje w domu. W tym przypadku zamiast domu możnaby użyć słowo: partii. Nie potępiam tutaj jednak baroneta Filipa Czarnego, ponieważ wiedział co robi, a tak w ogóle to nie mam za co. Wg mnie takie rozgłaszanie również nie działa dobrze dla partii, a to chociażby z tego względu, że inne ugrupowania zawsze mogą rozpocząć jej krytykę i w pewien sposób wykorzystywać jej zachwiania. A może tak naprawdę ta krytyka też by nic nie dała? Może Elderlandczycy głosują na ludzi, nie na partie? To są już jednak tematy na kolejne rozważania. Paul Neumann
wtorek, 21 kwietnia 2009
Czas na zmiany!
Królestwo Elderlandu rozpoczęło nowy etap w historii swego istnienia. Nowowybrana Izba Senatorska będzie miała teraz za zadanie kierować Elderlandem w sposób rozważny i prowadzący do rozkwitu. Oto bowiem Rady Regencyjnej już nie ma, ale nadszedł czas wprowadzać w życie i doszlifowywać jej postanowienia i osiągnięcia. Oto nie należy się martwić, chociażby dlatego, że w obecnej Izbie zasiada aż 3 członków Rady. Do Izby Senatorskiej zostali wybrani: wicehrabia Adrian Scott (RPE), Julia Royt (RPE), baron Roger d'Artois (niezależny), baronet Filip Czarny (RPE) oraz Simon McMelkor (KW NOE). [RPE - Ruch Prawicy Elderlandu; KW NOE - Komitet Wyborczy "Narodowe Odrodzenie Elderlandu"]. Przewaga RPE jest widoczna gołym okiem. Czy dzięki temu będzie można się spodziewać ożywionych dyskusji na sesjach parlamentarnych? Zapewne takie wystąpią, pamiętajmy jednakże, że zarówno RPE, jak i KW NOE oraz baron Roger d'Artois mają podobne (a nawet takie same) pomysły na rządzenie Elderlandem. Wystarczy bowiem wspomnieć o planach rozwoju Akademii Królewskiej, nawiązanie stosunków dyplomatycznych z innymi państwami wirtualnymi (Simon McMelkor będzie zapewne dążył do rozciągnięcia tych stosunków na mikronacje zagraniczne), dążenie do stworzenia Unii Mikrooceanii, rozwój wojska, prowincji, mediów, kultury, działania na rzecz promocji itp. Każda frakcja w Izbie ma zapewne własne pomysły, jak to osiągnąć, niemniej jednak wszystko będzie prowadzić do wyżej wymienionych celów. W programach kandydatów pojawiły się również takie punkty (które nie pojawiły się w programach innych ugrupowań), jak: RPE - realizacja postanowień konkordatu i rozwój tolerancji religijnej; KW NOE - reforma systemu sądowniczego oraz odpolitycznienie Liceum Królewskiego; baron Roger d'Artois - wspieranie monarchii jako formy ustrojowej będącej istotą tożsamości Królestwa Elderlandu oraz walka (na tym polu baron Roger d'Artois na pewno nie ustąpi) o zachowanie tożsamości (państwowej i narodowej) Elderlandczyków. Jak więc będzie wyglądał skład Rady Koronnej? Nie jestem prorokiem (nemo propheta in patria sua), ale po krótszym namyśle prognozuję taki: 1. Lord Kanclerz - wicehrabia Adrian Scott; 2. Lord Podkomorzy - baronet Filip Czarny; 3. Lord Kustosz - Julia Royt albo baron Roger d'Artois; 4. Lord Instygator - Simon McMelkor. Uwaga! Powyższy skład jest tylko hipotetyczny, można więc wykazywać na jego podstawie dyletanctwo autora :) Z mojej strony pragnę życzyć Izbie Senatorskiej jak najwięcej burzliwych i efektywnych obrad, a także dobrej i owocnej współpracy z Królem. Paul Neumann |
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||